- Nie mamy ani chwili czasu
„— Nie mamy ani chwili czasu, proszę pana. Pan musi... musi mnie zaraz wpuścić....
— Rozumiem, że to ważne, proszę pana, ale nie mogę. Zresztą jak pan będzie tam kogoś szukał Mamy komplet. Po widowni chodzić nie wolno... — Spojrzał na zegarek. — Czy nie może pan dziesięciu minut poczekać
Leon wsunął mu do ręki pięciozłotówkę.
— Ten pan jest w loży, nietrudno go znaleźć, bo ma przepaskę na oku...!
Drzwi uchyliły się. — Dobrze, tylko niech się pan stara nie hałasować. — Bileter mówił teraz szeptem. — Tam oto stoi kolega, niech się pan zwróci do niego...
Zobaczył korytarz w kształcie podkowy, wysłany czerwienią; szedłszybko po czymś miękkim. Inny, wygalonowany i wąsaty bileter zabiegł mu drogę. — Pan dokąd — Chryste Panie! — odszepnął. — Nagły wypadek, ja ze szpitala. Szukam pewnego pana, co ma czarną przepaskę na oku... Jest podobno w jakiejś loży... Niech że mi pan pomoże... Tu chodzi o ludzkie życie. — To proszę za mną! ri— posłyszał szept z chrypką. Poza tym zupełna, zupełna cisza; zza zamknętych drzwi nie dochodził z widowni żaden dźwięk Przed nimi były teraz boczne schody, również wysłane czymś czerwonym a miękkim. Bileter biegł po nich z przodu. Wtem na zakręcie twarzą w twarz zetknęli się z jakimś kobiecym profilem wiszącym na ścianie. Był to znowu plakat i fotografia. „Dziś!" Ujrzał delikatny orli nos, lecz profil ten nie skojarzył mu się z żadną twarzą aktorek warszawskich. Na fotografii widniał kawałek kostiumu z epoki... chyba elżbietańskiej czy jak to się nazywa W teatrze widocznie grano Szekspira... Toksykolog... ski, czarna, przepaska na oku! Dlaczego córka jego tak się bała, że mamusia się dowie, gdzie tatuś spędza wieczory... Szekspir zdaje się nikogo w życiu jeszcze nie skompromitował. Ha, otóż właśnie...“(3)
<<<< 0 godzinie drugiej w nocy
| Integrujące wiedzę ogólne >>>>