- Dzień jazdy wozem
„— Dzień jazdy wozem — odparł spokojnie Karol. — Przecież nie potrzebujemy wozu. Konno da się dotrzeć do Laramie i w pół dnia.
— Konno Mamy tylko dwa konie!
— Doskonale o tym wiem. Dwa konie wystarczą. Na jednym pojedzie Carty, na drugim ja.
— Ty! — wykrzyknął Abel. — Nie zgadzam się.
— Dlaczego
— Przede wszystkim dlatego, że nie jesteś poszkodowanym, a zeznanie powinna złożyć osoba okradziona.
— Och, potrafię sprawę jakoś załatwić.
— Dosyć już dla nas zrobiłeś. Nie jesteśmy gromadką dzieci, którymi musisz się opiekować.
Karol parsknął śmiechem.
— Przepraszam, nie spojrzałem na sprawę od tej strony.
Abel poczuł się dotknięty.
— Nie potrzeba nam niczyjej wyręki — odparł ostro.
I chyba zaraz się spostrzegł, jak brutalnie zabrzmiały jego słowa, bo natychmiast zamilkł i uczyniło się nieprzyjemnie cicho.
— Abel — odezwał się po chwili Samuel Heart — nie powinieneś tak mówić. To nie są dobre sposoby rozwiązywania trudności. Nasz gość i równocześnie nasz przyjaciel nie zasłużył na takie uwagi. Wybacz mu, Karolu —. zwrócił się do Gordona. — Uczyniłeś dla nas tak wiele, że nigdy ci nie odpłacimy. Do Laramie ja pojadę. A teraz podajcie sobie ręce.
— Rzeczywiście — wymamrotał zawstydzony Abel — strzeliłem głupstwo.“(6)